Zawsze czekałam dłuższą chwilę na to, żeby otworzyli mi drzwi. Dzwonek był dość cichy, a przedpokój był zamykany dużymi, drewnianymi drzwiami. Kiedy już doczekałam się na to, żeby drzwi się uchyliły, wszystko zaczynało wyglądać bardziej kolorowo.

Do mieszkania pradziadków wchodziło się przez duże, podwójne drzwi. Witał nas duży, przestronny przedpokój, z którego można było wejść do kuchni albo przechodniej sypialni. W przedpokoju wszystko się zaczynało, chociaż z upływem lat wydaje mi się, że to miejsce było przez wszystkich bardzo niedoceniane. Zaraz przy drzwiach znajdowała się wnęka, w której stały równo poustawiane słoiki, domowe przetwory. Za wnęką drewniane półki. Wszystko to zakryte kolorową zasłoną. Odsłaniając ją, mało kto spodziewał się, jakie cuda może tam znaleźć.

Naprzeciwko drzwi wejściowych było wejście do dużej kuchni. Tam zawsze wszystko się zaczynało i trwało. Kuchnia często była zamieniana w salon. Siedziało się przy stole, rozmawiało przez długie godziny i gotowało. Zapominało się o pozostałych 80 metrach kwadratowych, które były za kolejnymi drzwiami. W kuchni tętniło życie.

Z ostatniego pokoju (tak się je nazywało, duży, środkowy, ostatni) przynosiło się zielony piecyk kuchenny. Ten słynny elektryczny piekarnik, który zastępował w pewnym sensie kuchenkę. Babcia zawsze twierdziła, że lepiej piecze. Chyba miała rację, bo rogaliki drożdżowe wychodziły najpyszniejsze na świecie. Więc przynosiło się ten piecyk w czasie kiedy w dużym pokoju, przy wysokim piecu, rosło drożdżowe ciasto przykryte ściereczką. Później już tylko wystarczyło pokroić rozwałkowane ciasto na równe trójkąty. Nakładało się na to miękkie i pulchne ciasto domową marmoladę. Było jej dużo. Tak dużo, że czasem wychodziła z ciasta podczas pieczenia. Starannie posmarowane rogaliki rumieniły się w piecyku, a po kuchni roznosił się zapach szczęścia. Chociaż minęło już prawie 15 lat od tych miłych wspomnień, wszystkie zapachy unoszą się w powietrzu.

Przechodząc ostatnio przez niedzielny targ wszystkiego, widziałam ten zielony piecyk. Taki sam, jak ten, w którym piekłyśmy rogaliki. Przypomniały mi się wszystkie te ciepłe i słodkie wspomnienia, do których lubię wracać. Chociaż na allegro i innych portalach pełno tego typu sprzętu z dawnych lat, to już nie byłoby to samo.

1 thought on “ Świat miał wtedy zapach drożdżowych rogalików ”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *